czwartek, 12 grudnia 2013

Niezbędnik Wysokopora - cz. II - Nożyczki

Włosy powinno się regularnie podcinać, a szczególnie mocno potrzebują tego włosy porowate. Ze względu na odchylone łuski są słabsze i bardziej podatne na zniszczenia.

Co? Dlaczego? Nie chcę tracić centymetrów, zapuszczam włosy!
Oczywiście, możesz nie podcinać i nie tracić. Nie zdziw się tylko, jak centymetrów nie przybędzie, albo co gorsza „stracą się” same. :)
Końcówki to najstarsza część włosa, nierzadko mają po kilka lat i sporo z nami przeszły. Kilka tysięcy myć, przejechań szczotką, podmuchów suszarki - włos nie jest z żelbetu i jego wytrzymałość jest…powiedzmy dość ograniczona.
Dlatego to właśnie w tym miejscu najczęściej występują zniszczenia. Młody, zdrowy włos, który dopiero co odbił od głowy nie zniszczy się tak szybko, jak kilkuletnia, zmęczona życiem końcówka. Łatwiej ją ułamać (choćby czesząc) i szybciej się rozdwaja. A rozdwojenia są zdradliwe, bo łatwo idą w górę. Nie wierzysz? Złap za dwa końce rozdwojonego włosa i pociągnij je w dwie strony. :)
Trzymanie rozdwojonych końców przez dłuższy czas skutkuje tym, że rozdwojenie przesuwa się w górę. Naturalnie nie tak szybko, ale z dnia na dzień milimetrów przybywa. Osłabione rozdwojeniami końcówki wykruszają się, przez co nie ma przyrostu na długości - to, co się pojawi od głowy, wykruszy się na końcu. Czasem (w ciężkich przypadkach) długości potrafi wręcz ubywać.

Przykład z życia - moje włosy

Kiedyś nie podcinałam włosów w ogóle. To był błąd mojego życia - chciałam mieć długie włosy, ale nie wiedzieć czemu one nie chciały rosnąć…
Bliżej nieokreślony 2009 rok:


Koniec 2010 roku (w międzyczasie rozjaśnione po całości jeszcze się skróciły):

Koniec 2011 roku:

Październik 2013 + zaznaczona na plecach długość, do której dorastały wcześniej:

Jakość zdjęć wątpliwa, ale coś tam powinno się dać zauważyć. Jakoś wcześniej nie wpadłam na robienie sobie włosowych zdjęć. :D
Dopiero w 2012 roku zaczęłam podcinać końcówki - w ciągu 1,5 roku wykroczyły o dobre 7-8 cm za wcześniejszą „linię graniczną” mimo podcięcia ich o dobre 12 cm w tym czasie.
Jeśli Cię przekonałam, możesz czytać dalej. :)

Jak poznać, że zniszczone?
Przyjrzyj się swoim końcówkom. Jeśli widzisz na nich białe kropki - to poczatki rozdwojeń. Jeśli końcówka rozchodzi się na dwie strony to już pełnoprawne rozdwojenie. Dalej jest jeszcze gorzej - piórka, drzewka - podeprę się tutaj obrazkiem znalezionym w google:



Wszystkie te cuda nadają się do obcięcia.

Normalnie, nożyczkami?

Tak, nożyczkami. :) Ale zwykłe nożyczki do papieru się do tego nie nadają. Nożyczki powinny być jak najbardziej ostre - tępe miażdżą włos powodując, że zmiażdżony koniec natychmiast zaczyna się rozdwajać. Spróbuj odgryźć kawałek swojego włosa, a powinnaś zobaczyć, że na jego końcu zrobi się biała kropka. To początek rozdwojenia.
Potrzebne będą fryzjerskie nożyczki - możesz z nich skorzystać u fryzjera albo nabyć własne i sama podcinać końce. Takie nożyczki są do kupienia w rossmanie (i do domowych celów będą jak najbardziej w porządku), można też zamówić je na allegro. Za swoje rossmannowskie zapłaciłam ok. 25zł (to było już jakiś czas temu) i sprawują się dobrze.

Ale fryzjer zawsze ucina mi połowę włosów! Mogę to zrobić sama?

Tu jest problem, bo faktycznie są fryzjerzy, którzy nie wiedzą, ile to 3cm. :)
Postaram się dowiedzieć, gdzie szukać takich, co wiedzą.
A póki co, końce można podciąć samemu.
Po pierwsze, można wycinać pojedyncze rozdwojone końcówki - prosta metoda - łapiesz, ucinasz, łapiesz, ucinasz. Pamiętaj, żeby zostawić trochę zapasu - rozdwojony włos jest troszkę naruszony „w środku”, powyżej rozdwojenia, więc trzeba go uciąć jeszcze wyżej, żeby nie rozdwajał się dalej. Zalecam z 2cm zapasu.
Po drugie, zawsze możesz kogoś poprosić. Wiadomo, że może nie ściąć Cię tak pięknie jak fryzjer, ale przycięcie linii końców to nie takie znowu trudne zadanie. Nawet mój TŻ po dwóch piwach daje radę. :D
Po trzecie, możesz ciąć sama. Nigdy nie praktykowałam, ale słyszałam o jednej metodzie. Mianowicie: przekładasz jedno pasmo z tyłu do przodu (najlepiej to znad karku i przycinasz je do wymarzonej długości. Potem przekładasz kolejne, i następne równając je za każdym razem do tego przyciętego pasma. Najpierw robisz jedną stronę głowy, potem dorównujesz drugą.

Temat zapobiegania rozdwojeniom poruszę innym razem. :)
Pamiętaj, włosy są jak giełdowa inwestycja - jeśli chcesz coś z nich mieć to musisz coś poświęcić.

2 komentarze:

  1. Super, że założyłaś takiego bloga :) Sama mam wysokoporowate końcówki włosów od farbowania w przeszłości. Od dwóch lat nie farbuję włosów (pozbyłam się ciemnej farby specjalnym olejkiem zdejmującym jedynie sztuczny pigment w salonie Daviness'a) tak więc moja czupryna jest w połowie wysokoporowata i w połowie nisko-średnio porowata (jeszcze tego nie potrafię określać). Będę tu zaglądać ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Właśnie chciałam się wybrać na podcięcie końcówek, bo nie widzę przyrostu włosów, a ostatnio zauważyłam kilka rozdwojonych końcówek! Tak bardzo chcę zapuszczać, a nie dość, że na kręconych włosach nie widać przyrostu, to końcówki się na pewno rozdwajają i kruszą... z zazdrością zawsze patrzę na moją przyjaciółkę, która ma idealnie proste włosy, które rosną jej w zwariowanym tempie! Muszę moim trochę pomóc, bo tak bardzo chciałabym mieć długą burzę loków! :) Chociaż u fryzjera zawsze jest ten dreszcz emocji... bo zawsze miałam złe doświadczenia ;)

    OdpowiedzUsuń