Jak już kiedyś wspominałam, końce włosów najczęściej wymagają zabezpieczenia przed czynnikami zewnętrznymi. Jest to najstarsza i zarazem najsłabsza część włosa, która mogła sporo w swoim „życiu” znieść, przez co jest bardziej podatna na uszkodzenia.
Porowate końce szczególnie łatwo jest połamać/pokruszyć/porozdwajać - uchylona łuska nie przylega do włosa, przez co nie daje mu dodatkowej ochrony i „grubości”. Przytaczałam już kiedyś porównanie do parasola - otwarty łatwiej będzie złamać, niż zamknięty.
Nie ulega więc wątpliwości, że ta stara, delikatna część włosa będzie wymagała dodatkowej ochrony.
Wśród substancji, które działają w roli zabezpieczacza możemy wyróżnić silikony, oleje, guar i jej pochodne, polyquaternia/quaternia oraz parafinę. Każda z nich działa taki sam sposób:
Warstwa substancji delikatnie oplata włos cienkim filmem, przez co staje się on bardziej elastyczny i mniej podatny na uszkodzenia. Do tego jako pierwsza ma ona kontakt z czynnikiem zewnętrznym (np. detergentem, kolcem szczotki, ocieraniem się o coś) i bierze na siebie przynajmniej część uderzeniowej dawki „zła”.
Zabezpieczają one mocniej lub słabiej, w zależności od tego, czego użyjemy - zwykle olej +jest słabszy od silikonu, a silikon od parafiny. Ciężko stwierdzić, jak wpasować w tą klasyfikację pq/q i guar.
Przy silikonach możemy „wyróżnić” podział na odparowujące, których rola zabezpieczająca jest moim zdaniem wątpliwa (np. Cyclomethicone, Cyclopentasiloxane, Cyclohexasiloxane), łatwiej zmywalne, które zabezpieczają raczej słabiej (np. Dimethicone, Dimethiconol, Dimethicone Copolyol, Amodimethicone) i trudniej zmywalne, które zabezpieczają najlepiej (np. Simethicone, Trimethicone).
Ogólna zasada jest taka - im trudniej coś zmyć, tym lepiej zabezpieczy nam włos.
Jak więc zabezpieczać i na co zwrócić uwagę?
Przede wszystkim warto byłoby unikać zagrożeń - nie szarpać, nie trzeć, delikatnie myć i czesać, nie przygniatać torebką, spać w związanych włosach, najlepiej w ogóle nie nosić ich rozpuszczonych. Ale nie wszystko da się zrobić, albo nie wszystko się chce - włosy w końcu są dla nas. Poza tym często mimo delikatnego traktowania końce rozwalają się w trymiga, warto więc zainwestować w kosmetyk do zabezpieczania włosów.
Jaki kosmetyk wybrać i kiedy go używać?
Zależy to przede wszystkim od potrzebnej formy zabezpieczenia.
W szamponie substancje powłokotwórcze (filmformery) wygładzą włos już w trakcie mycia. Mogą ułatwić późniejsze rozczesanie i zapobiegać tworzeniu się kołtunów podczas mycia.
Filmformery w masce przed myciem pomogą zabezpieczyć włosy przed przesuszeniem przez szampon. Podobną rolę spełnią oleje nakładane przed myciem.
W odżywce d/s i b/s substancje te zabezpieczą włos już „naprzód”, np. do następnego mycia. Przy czym te z odżywki d/s częściowo spłuczą się (lub jeśli są rozpuszczalne w wodzie spłuczą się całkiem), a te z b/s zostaną „w całości”.
W silikonowym serum/oleju nakładanym po myciu na mokre/suche włosy spełnią one dokładnie taką samą rolę, jak w odżywce d/s i b/s.
Jeśli chodzi o sam kosmetyk, dowolność jest duża. Większość kosmetyków do włosów dostępnych na rynku zawiera filmformery. Jeśli chodzi o produkty zostawiane na włosach bez spłukiwania, zwróciłabym tylko uwagę, by nie miały w sobie „złego” alkoholu (Alcohol, Alcohol Denat., Isopropyl Alcohol, IPA), który najprawdopodobniej będzie przesuszał włosy, i protein (np. Hydrolyzed Keratin, Hydrolyzed Silk, składniki z Protein w nazwie), które szybko mogą doprowadzić do przeproteinowania zmęczonych życiem końców.
Sama z powodzeniem od kilku miesięcy zabezpieczam włosy przy pomocy Serum z drogocennymi olejkami Gliss Kur i odżywki d/s Isany do włosów blond.
Można ciapnąć na końcówki odrobinę oleju, można użyć oleju i serum - dowolność jest duża, być może czeka Cię wiele prób, ale w końcu znajdziesz coś, co Ci pasuje.
Czego filmformery nie zrobią?
- Nie zabezpieczą przed naprawdę wysoką temperaturą. Nie ma cudów, 230 stopni prostownicy to koszmar dla włosa. Żadne serum sobie z tym nie poradzi. Nie wierzysz? Posmaruj rękę termoochronnym kosmetykiem, a potem przejedź po niej prostownicą. ;)
- Nie odetną dostępu do włosa substancjom odżywczym. Silikon to nie beton, nie jest w stanie pokryć włosa na tyle szczelnie, żeby nic nie przepuścić. To po prostu awykonalne. Co nie zmienia faktu, że filmformery potrafią nadbudować się na włosie, który co jakiś czas będzie wymagał porządnego oczyszczenia.
- Nie skleją rozdwojonych końcówek. Na nie nie ma rady - trzeba ciąć.
- Nie wysuszą włosów. Widziałam dużo głosów demonizujących silikony, większość tych informacji to bujdy. Filmformer sam w sobie nie odżywi włosa, to fakt, ale nie zrobi mu też większej krzywdy (co najwyżej wyglądową). Nie wyciąga on z włosa nawilżenia, ani nic z tych rzeczy. Jest po prostu obojętny. Fakt faktem, jeśli nie dostarczamy włosom nic poza silikonami, któregoś dnia możemy obudzić się „z ręką w nocniku”. Ale to inna kwestia…
A Wy zabezpieczacie czymś włosy? Jakie produkty się u Was sprawdzają?
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą suche. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą suche. Pokaż wszystkie posty
niedziela, 5 stycznia 2014
Niezbędnik Wysokopora - cz. III - Zabezpieczenie, zapobieganie rozdwojeniom
niedziela, 8 grudnia 2013
Ratunku, zniszczyłam sobie włosy! Co teraz? Czyli pierwsza pomoc na zniszczone włosy.
Z blondu na brąz, z brązu na blond, przedwczoraj czarne, wczoraj rude. Dziś proste, jutro kręcone, aż w końcu budzisz się z letargu i widzisz kupkę smętnego sianka, które zostało po Twoich, niegdyś pięknych, włosach.Jeden, drugi, trzeci szampon-cud i nic nie pomaga. Co teraz? Czy Twoje włosy nigdy już nie będą piękne?
Mogą być. Na dobry początek mam dla Ciebie tylko 6 rad.
Po pierwsze, nie daj się zwariować.
Spróbowanie wszystkiego na raz prawdopodobnie poskutkuje katastrofą, a nawet jeśli nie, nie będziesz wiedziała, co powoduje, że włosy mają się lepiej. Spróbuj najpierw używać mniejszej ilości produktów i dokładnie obserwować swoje włosy.
Po drugie, czas na zmianę poglądów.
Nie istnieje szampon-cud, który naprawi Ci włosy. W zasadzie obietnice producentów rzadko mają cokolwiek wspólnego z rzeczywistością. W perspektywie czeka Cię dużo czytania i mała lekcja chemii, ale lepiej zacząć od podstaw. To zostawmy na później. Najpierw pogódź się z tym, że to, co obiecują producenci szamponów/odżywek najczęściej można włożyć między bajki. Pogłębiaj wiedzę na wizażu i blogach, staraj się powoli dojść do tego, co Ci pasuje. Ćwiczenie czyni mistrza.
Po trzecie, odstaw winowajcę.Prostownica/lokówka czy jakiekolwiek inne gorące urządzenie używane regularnie zawsze zniszczy Ci włosy. Zawsze. Nie istnieje kosmetyk, który przed tym zabezpieczy. Nie wierzysz? Weź termoochronny kosmetyk, posmaruj nim rękę, a potem przejedź po niej prostownicą. ;)
Farby chemiczne niszczą włosy. Mniej lub bardziej, ale niszczą. Brak amoniaku to ściema, olejek w farbie też nic nie da. Możesz przerzucić się na szamponetki, tonery, henny - o tym więcej innym razem.
Po czwarte, podetnij zniszczone końcówki.
Jeśli końcówki są porozdwajane, mocno przesuszone albo pojawiają się na nich białe kropki - niestety, nie ma rady. Trzeba je podciąć. To czasem boli, ale jest najlepszą inwestycją na przyszłość. Zniszczone końce wykruszają się i łamią, przez co włosy i tak nie będą chciały więcej rosnąć, a same rozdwojenia szybko idą w górę. Jeśli nie opamiętasz się teraz, możesz skończyć z włosami poniszczonymi do wysokości ucha, których całe pasma będą się kruszyć. A wtedy nie będzie już tak różowo. Także nożyczki w ruch (Koniecznie fryzjerskie! Zwykłe nożyczki są zbyt tępe, miażdżą włos zamiast go uciąć, co powoduje, że końcówka natychmiast się rozdwaja.) i nie płakać! Oczywiście nikt Ci nie każe ucinać od razu 20cm, małe cięcie też zrobi swoje. Zniszczone wcześniej włosy prawdopodobnie szybciej się rozdwoją niż zdrowe, ale uszkodzenia nie pójdą w górę. I pamiętaj - włosy nie ręka, odrosną. :)
Po piąte, zamiast wyrzucać wszystko co masz przemyć do obecnej pielęgnacji coś dobrego.
Nie musisz od razu wyrzucać wszystkich szamponów i odżywek, jakie masz na stanie tylko dlatego, że przeczytałaś, że są fe. Możesz olejować włosy i mieć z tego efekty mimo używania mocnych szamponów, silikonową odżywkę stuningować olejem, glutkiem z siemienia czy jajkiem, a odżywkę na alkoholu zużyć do golenia nóg. Nie taki diabeł straszny, jak go malują. Zacznij stopniowo, nietrafione kosmetyki szybko znikną i zrobią miejsce na nowe. :)
Po szóste, bądź cierpliwa.
Jedno olejowanie nie naprawi szkód, które wyrządzałaś latami. Nie
Przykład: Zaolejuj włosy i zrób coś - poczytaj książkę, poodkurzaj, ugotuj obiad. Potem nałóż na to maskę, zawiń ręcznikiem i porób coś jeszcze przez chwilę. Idź pod prysznic, umyj włosy na początku, nałóż odżywkę, umyj się spokojnie. Na koniec prysznica spłucz odżywkę. Dorzuć jeszcze serum na końce (i stylizator, jeśli używasz) przed suszeniem. Włosy dopieszczone, a przy okazji zrobiłaś tyle rzeczy.
Wcale nie jest tak ciężko, wystarczy pokochać swoje włosy, a ani się obejrzysz jak się odwdzięczą i będą wyglądać dużo lepiej. :)
istnieje złoty środek, ale regularność i systematyczność po czasie przynoszą zadziwiające efekty. Zadbanie o włosy wcale nie trwa długo, pozwól więc, by stało się rutyną. Poza tym wcale nie musisz siedzieć i pachnieć, kiedy masz olej/maskę na włosach.
środa, 4 grudnia 2013
Niezbędnik Wysokopora - cz. I - Oleje
Olejowanie włosów to podstawa podstaw pielęgnacji porowatych (i nie tylko) włosów. Olej wygładza włosy, zamyka w nich nawilżenie, redukuje puch, sprawia, że włosy stają się bardziej miękkie i miłe w dotyku.
Bleeee, olej na włosy?
Otóż tak. Należę do tej bandy świrów, którzy smarują włosy olejem. To już chyba jakiś wyższy poziom włosowego zboczenia. Wyższy jest także cel całego tego przedsięwzięcia.
Co mi to da?
Skutki olejowania potrafią być zbawienne na wielu płaszczyznach, oto najważniejsze z nich:
1.Zabezpieczenie.
Olej nałożony na włosy zabezpiecza każdy włos tworząc na nim cieniutką warstwę. Będzie to pomocne w chronieniu włosa przed uszkodzeniami - tak zabezpieczony włos minimalnie trudniej będzie złamać, co w konsekwencji może mu pomóc w rośnięciu - czyli szybciej zapuścisz włosy. Przykład: swego czasu nie mogłam wyhodować włosów dłuższych, niż kawałek przed zapięcie stanika. Po prostu łamały się poniżej tej długości. Dziś (ponad rok olejowania przed każdym myciem) sięgają talii i mają się dobrze. :)
2. Nawilżenie.
Olej jako taki nie nawilży włosów, ale może pomóc zatrzymać nawilżenie we włosie dzięki warstwie, którą go otacza. Dzięki temu włosy będą dłużej miękkie po myciu, staną się bardziej sprężyste i lejące.
3. Mniej puchu.
Kolejny zbawienny skutek filmu, który tworzy na włosie olej. Warstwa oleju zapobiega uciekaniu wody z włosa i dociąża go, sprawiając, że włosy są bardziej mięsiste i cięższe, przez co mniej się „piórkują”, a poszczególne pukle loków będą bardziej zbite.
Ale jak? Mam chodzić z tłustą głową?
Nie, to też nie tak. Olej nakładamy przed myciem. Znaczy, nikt nikomu nie broni po, ale tłusta głowa wygląda co najmniej nieestetycznie. ;)
Można wyróżnić kilka „szkół” olejowania, niektórych próbowałam, innych nie, ale postaram się je krótko opisać:
1. Na sucho.
Najprostsza do wyobrażenia sobie metoda: nanosisz olej na suche włosy. Nieważne, czy rękami, czy psikaczem, po prostu chodzi o pokrycie suchych włosów olejem. Nie muszą ociekać, ważne, żeby po prostu był na nich olej.
2. Na mokro.
Jak wyżej, z tym, że olej nanosisz na mokre (zmoczone) włosy. Możesz je spłukać, możesz je spryskać wodą - pełna dowolność. Ponoć ta metoda daje lepsze skutki - włosy są bardziej nawilżone po olejowaniu - u mnie było na odwrót. Tak, jakby olej na mokrych włosach nie pokrył ich dokładnie, ale moje włosy są ciężkie. Najlepiej spróbować nagłownie. ;)
3. Na rosół.
Podobna w skutkach i działaniu do metody na mokro, różni się wykonaniem. Do miski wlewamy wodę i dodajemy trochę oleju. Mieszamy tworząc „rosołek”. Moczymy w tym włosy. U mnie nie sprawdziła się podobnie, jak metoda na mokro.
4. Olej na odżywkę.
Na włosy nakładamy odżywkę, a na to olej. Nie sprawdziła się u mnie podobnie, jak mokre metody.
5. Odżywka z olejem.
Mieszamy odżywkę z olejem i nakładamy mieszankę na włosy przed myciem. Dość efektowna i ciekawa szczególnie na szybkie olejowanie. Można też łatwo manipulować proporcjami odżywki i oleju (tej opcji z mniejszą ilością oleju można śmiało używać po myciu). Zdecydowanie najłatwiejsza do zmycia. Lubię.
6. Odżywka na olej.
Zdecydowanie moja ulubiona metoda. Tu olejujemy włosy na sucho, a po czasie na olej nakładamy odżywkę. Łatwa do zmycia i mega efektowna w moim przypadku. Polecam.
Taki zwykły Kujawski?
Jedyny olej, jaki mogę ze szczerym sercem odradzić, to silnikowy. :D
Tak, to oznacza, że Kujawski jak najbardziej się nadaje. Oleje „włosowe” możemy podzielić na dwie kategorie: naturalne i mineralne.
Jeśli chodzi o oleje naturalne, każdy się nadaje, ale nie każdy musi pasować. Ważne jest to, że olej nie zrobi innej krzywdy, niż wizualna. Może obciążyć, może spuszyć, ale nie może zniszczyć włosów.
Oleje naturalne dzielą się na różne grupy, nie ma sensu powielać tych samych informacji, po podziały odsyłam tu i tu.
Jedna ważna uwaga - porowatym na wszelki wypadek odradzam nasycone. Ich duże cząsteczki włażą pod otwarte łuski włosa i nieszczęście (puch) gotowe. Ale różnie bywa, zawsze można spróbować, a nuż podpasuje.
Oleje mineralne to mieszaniny węglowodorów, najczęściej używanym z nich jest parafina i to właśnie na niej się skupię. O parafinie wiele z Was zapewne słyszało - nafta kosmetyczna to właśnie płynna parafina. Jest ona ciężka do zmycia, co może być plusem i minusem zarazem. Działała dość zbawiennie na moje włosy za czasów, jak myłam je mocnymi szamponami. W tej chwili zrezygnowałam z jej używania, bo na codzień myję włosy odżywką, a ta nie jest w stanie domyć parafiny. Jednak z ręką na sercu mogę ją polecić, robiła mi naprawdę piękne włosy!
Świetnie! To gdzie jest haczyk?
Haczyk jest w tym, że nie istnieje cud na włosy, podobnie jak diety cud i inne cuda. Efekty olejowania są widoczne, ale najczęściej pojawiają się stopniowo. Niektóre dziewczyny widziały efekty już po pierwszym olejowaniu, ale to raczej odosobnione wyjątki potwierdzające regułę. Tutaj liczy się regularność i obserwowanie włosów - nie każdy olej podpasuje danym włosom, a efekty mogą nie być natychmiastowe.
Jeśli nie wierzysz, spróbuj przez miesiąc olejować przed każdym myciem. Powinnaś zobaczyć różnicę.+
Bleeee, olej na włosy?
Otóż tak. Należę do tej bandy świrów, którzy smarują włosy olejem. To już chyba jakiś wyższy poziom włosowego zboczenia. Wyższy jest także cel całego tego przedsięwzięcia.
Co mi to da?
Skutki olejowania potrafią być zbawienne na wielu płaszczyznach, oto najważniejsze z nich:
1.Zabezpieczenie.
Olej nałożony na włosy zabezpiecza każdy włos tworząc na nim cieniutką warstwę. Będzie to pomocne w chronieniu włosa przed uszkodzeniami - tak zabezpieczony włos minimalnie trudniej będzie złamać, co w konsekwencji może mu pomóc w rośnięciu - czyli szybciej zapuścisz włosy. Przykład: swego czasu nie mogłam wyhodować włosów dłuższych, niż kawałek przed zapięcie stanika. Po prostu łamały się poniżej tej długości. Dziś (ponad rok olejowania przed każdym myciem) sięgają talii i mają się dobrze. :)
2. Nawilżenie.
Olej jako taki nie nawilży włosów, ale może pomóc zatrzymać nawilżenie we włosie dzięki warstwie, którą go otacza. Dzięki temu włosy będą dłużej miękkie po myciu, staną się bardziej sprężyste i lejące.
3. Mniej puchu.
Kolejny zbawienny skutek filmu, który tworzy na włosie olej. Warstwa oleju zapobiega uciekaniu wody z włosa i dociąża go, sprawiając, że włosy są bardziej mięsiste i cięższe, przez co mniej się „piórkują”, a poszczególne pukle loków będą bardziej zbite.
Ale jak? Mam chodzić z tłustą głową?
Nie, to też nie tak. Olej nakładamy przed myciem. Znaczy, nikt nikomu nie broni po, ale tłusta głowa wygląda co najmniej nieestetycznie. ;)
Można wyróżnić kilka „szkół” olejowania, niektórych próbowałam, innych nie, ale postaram się je krótko opisać:
1. Na sucho.
Najprostsza do wyobrażenia sobie metoda: nanosisz olej na suche włosy. Nieważne, czy rękami, czy psikaczem, po prostu chodzi o pokrycie suchych włosów olejem. Nie muszą ociekać, ważne, żeby po prostu był na nich olej.
2. Na mokro.
Jak wyżej, z tym, że olej nanosisz na mokre (zmoczone) włosy. Możesz je spłukać, możesz je spryskać wodą - pełna dowolność. Ponoć ta metoda daje lepsze skutki - włosy są bardziej nawilżone po olejowaniu - u mnie było na odwrót. Tak, jakby olej na mokrych włosach nie pokrył ich dokładnie, ale moje włosy są ciężkie. Najlepiej spróbować nagłownie. ;)
3. Na rosół.
Podobna w skutkach i działaniu do metody na mokro, różni się wykonaniem. Do miski wlewamy wodę i dodajemy trochę oleju. Mieszamy tworząc „rosołek”. Moczymy w tym włosy. U mnie nie sprawdziła się podobnie, jak metoda na mokro.
4. Olej na odżywkę.
Na włosy nakładamy odżywkę, a na to olej. Nie sprawdziła się u mnie podobnie, jak mokre metody.
5. Odżywka z olejem.
Mieszamy odżywkę z olejem i nakładamy mieszankę na włosy przed myciem. Dość efektowna i ciekawa szczególnie na szybkie olejowanie. Można też łatwo manipulować proporcjami odżywki i oleju (tej opcji z mniejszą ilością oleju można śmiało używać po myciu). Zdecydowanie najłatwiejsza do zmycia. Lubię.
6. Odżywka na olej.
Zdecydowanie moja ulubiona metoda. Tu olejujemy włosy na sucho, a po czasie na olej nakładamy odżywkę. Łatwa do zmycia i mega efektowna w moim przypadku. Polecam.
Taki zwykły Kujawski?
Jedyny olej, jaki mogę ze szczerym sercem odradzić, to silnikowy. :D
Tak, to oznacza, że Kujawski jak najbardziej się nadaje. Oleje „włosowe” możemy podzielić na dwie kategorie: naturalne i mineralne.
Jeśli chodzi o oleje naturalne, każdy się nadaje, ale nie każdy musi pasować. Ważne jest to, że olej nie zrobi innej krzywdy, niż wizualna. Może obciążyć, może spuszyć, ale nie może zniszczyć włosów.
Oleje naturalne dzielą się na różne grupy, nie ma sensu powielać tych samych informacji, po podziały odsyłam tu i tu.
Jedna ważna uwaga - porowatym na wszelki wypadek odradzam nasycone. Ich duże cząsteczki włażą pod otwarte łuski włosa i nieszczęście (puch) gotowe. Ale różnie bywa, zawsze można spróbować, a nuż podpasuje.
Oleje mineralne to mieszaniny węglowodorów, najczęściej używanym z nich jest parafina i to właśnie na niej się skupię. O parafinie wiele z Was zapewne słyszało - nafta kosmetyczna to właśnie płynna parafina. Jest ona ciężka do zmycia, co może być plusem i minusem zarazem. Działała dość zbawiennie na moje włosy za czasów, jak myłam je mocnymi szamponami. W tej chwili zrezygnowałam z jej używania, bo na codzień myję włosy odżywką, a ta nie jest w stanie domyć parafiny. Jednak z ręką na sercu mogę ją polecić, robiła mi naprawdę piękne włosy!
Świetnie! To gdzie jest haczyk?
Haczyk jest w tym, że nie istnieje cud na włosy, podobnie jak diety cud i inne cuda. Efekty olejowania są widoczne, ale najczęściej pojawiają się stopniowo. Niektóre dziewczyny widziały efekty już po pierwszym olejowaniu, ale to raczej odosobnione wyjątki potwierdzające regułę. Tutaj liczy się regularność i obserwowanie włosów - nie każdy olej podpasuje danym włosom, a efekty mogą nie być natychmiastowe.
Jeśli nie wierzysz, spróbuj przez miesiąc olejować przed każdym myciem. Powinnaś zobaczyć różnicę.+
środa, 9 października 2013
Moje włosy się puszą! Co robić? Czyli o puchu słów kilka...
Problem powszechny i na czasie, bo nasila się zwłaszcza jesienią. Puch, puszek czy po prostu „lwia grzywa” potrafi przysporzyć nie lada zmartwień szczególnie w nieodpowiednią pogodę. Jednak nie taki puch straszny, jak go malują - można mu dość łatwo zaradzić, przynajmniej w dużym stopniu.
Skąd się bierze puch?
Trochę teorii: pisząc o puchu mam na myśli stan, w którym pojedyncze włosy zaczynają odstawać od reszty tworząc puchatą otoczkę, są rozdzielone i nieregularnie sterczą na wszystkie strony (często wykręcając się w dziwnych kierunkach).
Taki stan można uzyskać w łatwy sposób rozczesując kręcone/falowane włosy gęstą szczotką lub grzebieniem. W tym momencie (świadomie lub nie) tworzymy puch same. Jest na to proste rozwiązanie, ale o tym później.
Główną przyczyną powstawania puchu jest złożenie dwóch czynników: otwartej łuski i niesprzyjającej pogody. O otwartej łusce pisałam w poście o porowatości - jeżeli nasze łuski się otwierają, włos najprawdopodobniej jest porowaty.
Drugim czynnikiem jest pogoda: puch najczęściej wywołuje wiatr i wilgotne powietrze.
Wiejący wiatr rozdziela włosy, a często także je wysusza (gdy powietrze nie jest zbyt wilgotne) - włos szybko oddając wodę i oddzielając się od reszty wykręca się w swoją stronę i zaczyna żyć własnym życiem, tworząc puch.
Wilgotne powietrze zaś sprawia, że wilgoć wnika pod podniesione łuski powodując lekkie pęcznienie włosa - znowu włos wykręca się w swoją stronę i zaczyna żyć własnym życiem.
Ujarzmienie lwa
Jeśli puch wywołany jest rozdzieleniem włosów rozwiązanie jest banalne: nie rozdzielać!
Tak, mam na myśli, żeby nie czesać włosów (kręconych - przy prostych włosach puch z powodu rozdzielenia nie powstaje, a jeśli powstaje to włosy nie są proste :D).
Nie, nie powoduje to kołtunów ani wszawicy i jest jak najbardziej wykonalne. Rozwiązanie brzmi: stylizacja! Żel czy pianka nie tylko podkreśli i pomoże utrzymać skręt, ale także zapobiegnie rozdzielaniu się włosów, dzięki czemu utworzą zdefiniowane pukle zamiast kępki napuszonych kłaków. Nie wierzysz? Spróbuj! Przecież nie wyłysiejesz. ;) Po umyciu nie rozczesuj włosów, tylko nałóż na mokre trochę żelu/pianki, ugnieć i daj im wyschnąć naturalnie. Po wyschnięciu ugnieć jeszcze raz. Ostrzegam! Może się zdarzyć, że efekt będzie spektakularny!
Na puch wywołany złożeniem nieodpowiedniej pogody i otwartych łusek są dwa rozwiązania.
Pierwsze z nich to zmienienie pogody - jeśli umiesz, koniecznie daj mi znać jak to zrobić! ;)
Drugie to zamknięcie łusek naturalnie lub „dodatkowymi drzwiami”. Na naturalne zamknięcie łusek może pomóc spłukiwanie zimną wodą albo kwaśną płukanką (np. z cytryny lub octu). Jednak jeśli Twoje włosy są porowate ich łuski mogą nie chcieć się do końca zamknąć mechanicznie. Dlaczego więc nie spróbować ich zalepić?
Do takiego „zalepienia” łusek, czyli utworzenia bariery utrudniającej wypuszczenie/wpuszczenie wody z/do włosa można użyć kilku rzeczy (na raz lub każdej z osobna):
1. Silikony
Tak bardzo demonizowane mogą okazać się najlepszym przyjacielem w walce z puchem. Silikon oblepia włos i może działać jak sztuczna bariera między włosem a otoczeniem. Oczywiście używamy z głową i wyobraźnią. Mogą się świetnie sprawdzić w odżywce bez spłukiwania (jeżeli nie obciążają).
2. Oleje
Dodane do odżywki do spłukiwania/maski aplikowanej po myciu (lub w bardzo umiarkowanej ilości do odżywki bez spłukiwania) mogą zdziałać cuda. Podobnie jak silikony tworzą na włosie delikatną warstwę ochronną. U mnie (średnio gęste włosy do talii) spokojnie sprawdza się łyżka dowolnego oleju zmieszana z ok. 60-80ml odżywki/maski.
3. Skrobia ziemniaczana
Tak, to to samo, co mąka ziemniaczana. Funkcja jak wyżej, z tym, że to akurat może działać bardziej jak beton. Spróbujcie wymieszać mąkę z wodą to będziecie wiedzieć, co mam na myśli. ;) W moim przypadku wygładza i mocno redukuje puch. Używam ok. 1-2 łyżeczek na 60-80ml odżywki.
Oprócz zalepiania łusek pomocne może być też unikanie ich podnoszenia:
1. Ciepło
Podobnie jak zimno zamyka łuski, ciepło je otwiera. Unikaj wykonywania ostatniego płukania ciepłą wodą, a także nie susz włosów gorącym nawiewem - wybierz raczej chłodniejszy.
2. Oleje wnikające i masła
Duże cząsteczki wnikających olei i maseł „wchodzą” pod łuskę włosa lekko ją unosząc. U wysokopora puszek gwarantowany.
3. Humektanty
Humektanty, czy nawilżacze to składniki działające jak drzwi dla wody, przy czym dążą one do zachowania równowagi z otoczeniem: jeśli na zewnątrz włosa jest wilgotno, przyjmą wodę do środka włosa, jeśli jest sucho - oddadzą ją do otoczenia. Użyte w znacznej ilości znacznie ułatwiają tworzenie się puchu. Powinno się je stosować, ale z rozsądkiem. Do humektantów należą m.in. gliceryna, miód, sok aloesowy.
4. Proteiny
Cząsteczki protein podobnie jak oleje wnikające potrafią „wejść” pod łuskę włosa i dodatkowo ją unieść.
Dodatkowym kluczem jest obserwowanie swoich włosów i wykluczanie składników/produktów, po których puszą się bardziej. Po pewnym czasie na pewno uda się wyeliminować bądź mocno ograniczyć puszenie.
Na życzenie dla Pirata. :D Nie wiedziałam, że ktoś to w ogóle czyta...
Skąd się bierze puch?
Trochę teorii: pisząc o puchu mam na myśli stan, w którym pojedyncze włosy zaczynają odstawać od reszty tworząc puchatą otoczkę, są rozdzielone i nieregularnie sterczą na wszystkie strony (często wykręcając się w dziwnych kierunkach).
Taki stan można uzyskać w łatwy sposób rozczesując kręcone/falowane włosy gęstą szczotką lub grzebieniem. W tym momencie (świadomie lub nie) tworzymy puch same. Jest na to proste rozwiązanie, ale o tym później.
Główną przyczyną powstawania puchu jest złożenie dwóch czynników: otwartej łuski i niesprzyjającej pogody. O otwartej łusce pisałam w poście o porowatości - jeżeli nasze łuski się otwierają, włos najprawdopodobniej jest porowaty.
Drugim czynnikiem jest pogoda: puch najczęściej wywołuje wiatr i wilgotne powietrze.
Wiejący wiatr rozdziela włosy, a często także je wysusza (gdy powietrze nie jest zbyt wilgotne) - włos szybko oddając wodę i oddzielając się od reszty wykręca się w swoją stronę i zaczyna żyć własnym życiem, tworząc puch.
Wilgotne powietrze zaś sprawia, że wilgoć wnika pod podniesione łuski powodując lekkie pęcznienie włosa - znowu włos wykręca się w swoją stronę i zaczyna żyć własnym życiem.
Ujarzmienie lwa
Jeśli puch wywołany jest rozdzieleniem włosów rozwiązanie jest banalne: nie rozdzielać!Tak, mam na myśli, żeby nie czesać włosów (kręconych - przy prostych włosach puch z powodu rozdzielenia nie powstaje, a jeśli powstaje to włosy nie są proste :D).
Nie, nie powoduje to kołtunów ani wszawicy i jest jak najbardziej wykonalne. Rozwiązanie brzmi: stylizacja! Żel czy pianka nie tylko podkreśli i pomoże utrzymać skręt, ale także zapobiegnie rozdzielaniu się włosów, dzięki czemu utworzą zdefiniowane pukle zamiast kępki napuszonych kłaków. Nie wierzysz? Spróbuj! Przecież nie wyłysiejesz. ;) Po umyciu nie rozczesuj włosów, tylko nałóż na mokre trochę żelu/pianki, ugnieć i daj im wyschnąć naturalnie. Po wyschnięciu ugnieć jeszcze raz. Ostrzegam! Może się zdarzyć, że efekt będzie spektakularny!
Na puch wywołany złożeniem nieodpowiedniej pogody i otwartych łusek są dwa rozwiązania.
Pierwsze z nich to zmienienie pogody - jeśli umiesz, koniecznie daj mi znać jak to zrobić! ;)
Drugie to zamknięcie łusek naturalnie lub „dodatkowymi drzwiami”. Na naturalne zamknięcie łusek może pomóc spłukiwanie zimną wodą albo kwaśną płukanką (np. z cytryny lub octu). Jednak jeśli Twoje włosy są porowate ich łuski mogą nie chcieć się do końca zamknąć mechanicznie. Dlaczego więc nie spróbować ich zalepić?
Do takiego „zalepienia” łusek, czyli utworzenia bariery utrudniającej wypuszczenie/wpuszczenie wody z/do włosa można użyć kilku rzeczy (na raz lub każdej z osobna):
1. Silikony
Tak bardzo demonizowane mogą okazać się najlepszym przyjacielem w walce z puchem. Silikon oblepia włos i może działać jak sztuczna bariera między włosem a otoczeniem. Oczywiście używamy z głową i wyobraźnią. Mogą się świetnie sprawdzić w odżywce bez spłukiwania (jeżeli nie obciążają).
2. Oleje
Dodane do odżywki do spłukiwania/maski aplikowanej po myciu (lub w bardzo umiarkowanej ilości do odżywki bez spłukiwania) mogą zdziałać cuda. Podobnie jak silikony tworzą na włosie delikatną warstwę ochronną. U mnie (średnio gęste włosy do talii) spokojnie sprawdza się łyżka dowolnego oleju zmieszana z ok. 60-80ml odżywki/maski.
3. Skrobia ziemniaczana
Tak, to to samo, co mąka ziemniaczana. Funkcja jak wyżej, z tym, że to akurat może działać bardziej jak beton. Spróbujcie wymieszać mąkę z wodą to będziecie wiedzieć, co mam na myśli. ;) W moim przypadku wygładza i mocno redukuje puch. Używam ok. 1-2 łyżeczek na 60-80ml odżywki.
Oprócz zalepiania łusek pomocne może być też unikanie ich podnoszenia:
1. Ciepło
Podobnie jak zimno zamyka łuski, ciepło je otwiera. Unikaj wykonywania ostatniego płukania ciepłą wodą, a także nie susz włosów gorącym nawiewem - wybierz raczej chłodniejszy.
2. Oleje wnikające i masła
Duże cząsteczki wnikających olei i maseł „wchodzą” pod łuskę włosa lekko ją unosząc. U wysokopora puszek gwarantowany.
3. Humektanty
Humektanty, czy nawilżacze to składniki działające jak drzwi dla wody, przy czym dążą one do zachowania równowagi z otoczeniem: jeśli na zewnątrz włosa jest wilgotno, przyjmą wodę do środka włosa, jeśli jest sucho - oddadzą ją do otoczenia. Użyte w znacznej ilości znacznie ułatwiają tworzenie się puchu. Powinno się je stosować, ale z rozsądkiem. Do humektantów należą m.in. gliceryna, miód, sok aloesowy.
4. Proteiny
Cząsteczki protein podobnie jak oleje wnikające potrafią „wejść” pod łuskę włosa i dodatkowo ją unieść.
Dodatkowym kluczem jest obserwowanie swoich włosów i wykluczanie składników/produktów, po których puszą się bardziej. Po pewnym czasie na pewno uda się wyeliminować bądź mocno ograniczyć puszenie.
Na życzenie dla Pirata. :D Nie wiedziałam, że ktoś to w ogóle czyta...
Etykiety:
pielęgnacja,
porowate włosy,
puch,
puszące się włosy,
puszenie się,
puszenie się włosów,
suche,
suche włosy,
włosy,
wysokoporowate włosy,
zniszczone,
zniszczone włosy
wtorek, 24 września 2013
Porowatość włosów - z czym to się je?
![]() | |
| Idealnie przylegające łuski - włos niskoporowaty |
A co z praktyką?
Ano porowatość na praktykę również ma duży wpływ. Jedni mają gładkie włosy, inni szorstkie. Jedne kołtunią się lub puszą, inne są nienaganne. Od czego to zależy?
![]() |
| Podniesione łuski porowatego włosa |
Ja akurat z włosami niskoporowatymi jestem, przyznam się, trochę na bakier - nie mam takich włosów i nigdy nie interesowałam się głębiej tym, jak powinnam je pielęgnować - o takich włosach można poczytać m.in. u kascysko.
Porowatość to też cecha ruchoma - może obniżać się lub podwyższać zależnie od czynników zewnętrznych i skłonności włosa. Uszkadzanie włosa podwyższa porowatość - przyczyniają się do tego chemiczne farby, uszkodzenia wywołane ciepłem suszarki czy prostownicy, uszkodzenia mechaniczne i inne czynniki powodujące podnoszenie się łusek. Wraz z pielęgnacją i zaprzestaniem uszkadzania włosów porowatość może się obniżać - łuski zaczną zamykać się z powrotem. Oczywiście po czasie.
Jakie są moje włosy?
Własną porowatość warto znać, żeby wiedzieć, jak włosom dogodzić, czego mogą potrzebować, a co może im się nie przysłużyć. Wiadomo, co włos to obyczaj, ale dobrze wiedzieć, od czego próbować zacząć. Nikt przecież nie chce kupować i wyrzucać po trupach do celu. :)
Metod sprawdzenia porowatości jest kilka - są mniej lub bardziej adekwatne, ale zawsze warto pokombinować… Przedstawię najbardziej, moim zdaniem, racjonalne z nich:- Mikroskop - obejrzenie włosa w powiększeniu nie pozostawi wątpliwości. To jedyna stuprocentowo pewna metoda. Od razu na własne oczy zobaczymy, czy łuski przylegają do włosa, czy są otwarte. Ale nie każdy ma dostęp do mikroskopu…
- Test porowatości - mój autorski projekt, który powinien POMÓC (pomóc, nie ustalić na sztywno) w określeniu faktycznej porowatości włosów. Pamiętajcie, to tylko test oceniany przez komputer i może być omylny. Wstępne próby wskazują, że sprawuje się całkiem nieźle. :) Test znajdziecie u góry, w zakładce "test porowatości włosów". A jeśli macie wątpliwości…
- …zawsze pomóc może jeszcze człowiek. Dziewczyny z wizażu chętnie pomogą określić, co we włosie piszczy. Wystarczy odpowiedzieć wyczerpująco na pytania w tym wątku i poczekać na odpowiedź. :)
- Są także inne metody, co do których mam pewne wątpliwości. Bardzo często ich wyniki mocno odbiegają od rzeczywistości, dlatego nie będę ich tu wyczerpująco opisywać. Dla zainteresowanych - google nie gryzie.
Spokojnie, to też nie tak. Włosy wysokoporowate mogą być zdrowe, chociaż mogą (nie muszą) potrzebować odrobinę więcej zachodu.
Pamiętajmy, że porowatość to genetyczna cecha włosa, a nie tylko efekt zniszczeń lub ich braku. Ktoś może mieć nietknięte czymkolwiek, zadbane włosy, które genetycznie mają wysoką porowatość - takie włosy będą zdrowe, ale porowate. ;) A włosy niskoporowate też wcale nie muszą być zdrowe - przy odpowiednich warunkach genetycznych nawet zaniedbany włos może mieć niską porowatość. Nie ma włosów lepszych i gorszych, po prostu każde są inne i wymagają innej pielęgnacji. I zamiast się z tym kłócić, warto to zaakceptować. :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)






